Uff. Wreszcie skończyłam pracę. Grzecznie pożegnałam się z wszystkimi, życzyłam im miłego weekendu itp.
Wakacje w połowie sie kończyły. Zazwyczaj ludzie myślą, że połowę jeszcze mają, niby dużo czasu. Ale ja ten czas zmarnowałam. Na co? Na głupstwa. Dokładnie tak można to nazwać...
Wyszłam z budynku i poszłam do kawiarni, do której poprzedniego wieczoru umówiłam sie z koleżanką-Pauline na zakupy. Było przed czasem, całe pół godziny, ale co miałam robić. Do domu zajść nie zdążę w tym czasie. Poczekam sobie, wypiję kawę.
Zaszłam do kawiarni, usiadłam i czekałam na kelnerkę.
-Dzień dobry. Co podać?-zapytała
-Latte macchiato-powiedziałam, dawno tutaj nie byłam. Obsługa się zmieniła, wygląd sali.
Naprzeciwko mnie siedział pociągający szatyn, z ogromną ilością tatuaży na ręcę Wyglądał na 20-22 lata. Pił coś, a dokładniej dopijał, wcześniej też coś jadł. Heh, no tak, przecież jest pora obiadu, które ja rzadko jadałam. Zjadałam lunch w pracy i tyle mi starczało, czasem jeszcze jakaś przekąska. Przyszła kelnerka z moją kawą
-Dziękuję-powiedziałam, wzięłam łyk. Było idealne.
Słyszałam jakieś szuranie krzesłami za sobą. Odwróciłam głowę. Ktoś krzyczał. Jakiś facet przepychał sie pomiędzy stolikami. Chyba mi się wydawało, albo miał coś błyszczącego w ręce.
Przebiegł za mną, ale ta druga osoba go chyba doganiała.
Złapał mnie za głowę.
-Uważaj!-krzyknął-albo coś jej zrobię. . Przyłożył mi nóż do gardła. tak, więc te "coś błyszczącego" to był nóż. Geniusz ja...
Wystraszyłam się, bo dopiero teraz wyczułam niebezpieczeństwo, które mi zagrażało.
Nie wiedziałam co sie ze mną działo.
Zauważyłam kątem oka że ten chłopak skierował się najspokojniej w świecie do wystraszonych kelnerek.
Tak, mnie to grozi poważne niebezpieczeństwo a ja się oglądam za chłopakiem. Pierwszy raz od bardzo dawna zwróciłam na któregoś w ogóle uwagę.
Ok, trzeba jakoś z tego wyjść. On mnie tak bez niczego nie puści, a ja nie dam rady z tego wyjść sama. No i ma przewagę: nóż. Czyli posiedzę, dopóki nie załagodzą sporu.
Chwile siedziałam. Czułam sie niezręcznie. No tak: mam nóż przy gardle, ledwo oddycham. To chyba normalne przy takiej sytuacji, ale nie wiem bo pierwszy raz mi się takie coś zdarza.
-Zabierz ten nóż-powiedział ktoś z tyłu,miał taki przeszywający głos, ostrze pomału oddaliło się od mojego gardła. Mogłam spokojnie odetchnąć.
Odwróciłam głowę, aby zobaczyć co się stało, że tamten sie poddał.
Zauważyłam chłopaka, tego na którego się cały czas gapiłam. Siedziałam jak słup. Wszyscy sie gapili.
A ON złapał mnie za rękę i pobiegł. Biegłam za nim. Nie wiedziałam dokąd.
W oddali było słychać policyjnego koguta.
-Kurwa-powiedział-chodź szybciej
-Nie-stanęłam w miejscu, nie będzie mnie jakiś nieznajomy facet gdzieś zabierał.
-Prosiłem-powiedział. Podszedł do mnie i wziął na ręce.
-Co ty robisz?-krzyknęłam.
-Nie chciałaś iść to cię niosę. prosto
-Puść mnie-powiedziałam i waliłam go pięścią.
-Lubię jak dziewczyny mnie biją, wiec nie myśl, że mnie to ruszy.
co...CO??? Momentalnie przestałam, zaczęłam się wyrywać
-No puść mnie
-Dobra ok-powiedział i wypuścił mnie.
Nie wiedziałam gdzie jestem, ale poszłam w przeciwną stronę.
-Nie wiesz gdzie jesteś-bardziej stwierdził niż zapytał. Nie odzywałam się
-Myśłisz,że pamiętasz...
-Możesz za mną nie iść?!-odwróciłam się
-Nie chcę, żebyś zabłądziła, i takie tam-powiedział, a ja poszłam dalej, bo chyba całą drogę nie będzie za mną iść.
-nie zabłądzę-rzuciłam jeszcze
-A wiesz, kto to był?
-Kto?-zapytałam nie odwracając sie, i tak za mną szedł
-ten gościu, co był w kawairni
-nie nie wiem, i nie chce wiedzieć
-Był mordercą, pewnie by z tobą poszedł, uciekł i nie wiadomo co zrobił.
-Tak jak ty przed chwilą?
-Nie, ja cię puściłem, i uratowałem przed nim
-Och naprawdę dziękuję mój najukochańszy rycerzu-powiedziałam z sarkazmem
-Byś najpewniej zginęła.
-Aha taaak od razu
-Słuchaj znam go. Przed chwilą cie uratowałem, ale on sie zemści, może nie na mnie ale na tobie. Znam go, mieliśmy rozejm. Teraz go zniszczyłem i jestes w niebezpieczeństwie
-Yhy, fajnie mogę już iść. Sama?
-Dobra, powiadom mnie jak zginiesz.
Poszłam, parę razy się odwróciłam, nie było go. Wreszcie się jego pozbyłam.
Byłam mu bardzo wdzięczna, podziękowałabym gdyby nie zabrał mnie nie-wiadomo gdzie i nie wiadomo co chciał zrobić...
Byłam już prawie na miejscu. Obok bramy stał jakiś facet i rozmawiał przez telefon, nie przejęłam się tym zbytnio.
-Widzisz, a nie mówiłem-powiedział stojący za mną chłopak z kawiarni. Wystraszyłam sie, aż podskoczyłam-Chodź ze mną, oni tobie nie odpuszczą
_________________________________________________________________________________
Tam tararam jest prolog, krótki ale jest
Nie wiem czy się wam spodoba
Koniec mi wcale nie wyszedł
nie wiem kiedy będzie 1 rdz, ale postaram sie za tydzień dodać
Proszę o szczere komentarze :)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
chce wiedzieć jak mi idzie